16 lipca 2014

Zawieszenie działalności.

A więc zawieszam prawdopodobnie wszystkie blogi.
Wątpię abym coś napisała.
Ale cuda się zdarzają, więc może kiedyś...

Obecnie przeniosłam się na wattpad (klik).
Świeże historie, lepsza forma (jak dla mnie).
Zastanawiam się nad odświeżeniem "Zeszytów snów" na wattpad, czyli  napisania czegoś według tego schematu. Jeśli się zdecyduję napewno powiadomię o tym na blogu.
To by było na tyle.
Przyjemnie mi się tu pisało, ale pora odłożyć 'pióro'.
cheers xx

03 lipca 2014

~19

Ta noc była gorsza niż inne. Ciągle przyłapywałam się na próbie oddania się w krainę Morfeusza. Jednak nie mogłam się poddać. Nie mogłam usnąć. Kto wie o ile bardziej zburzyło by to mój światopogląd. 
Czułam się jak kostka lodu. Wyprana z uczuć, bez możliwości racjonalnego myślenia. Dotyczyło to też mojego zewnętrznego stanu. Zamarzałam na kość. Ale mimo doskwierającego chłodu, nie ruszyłam się z miejsca. Nadal siedziałam na parapecie, błądząc wzrokiem po pokoju. 
Gdy moje oczy zidentyfikowały pierwsze promienie słońca, zdecydowałam się zmienić miejsce. Spuściłam nogi na podłogę i cicho syknęłam, gdy moje stopy nie było zdolne dobrze wyczuć drewnianej powierzchni. Z podkurczonymi palcami, ruszyłam nieco chwiejnymi kroczkami do drzwi. Odsunęłam je, siląc się na większy wysiłek. Zapamiętaj na przyszłość, drzwi lubią się zacinać. Kolana nienaturalnie się zginały pod moim ciężarem, przez co z każdym następnym krokiem wyglądałam jakbym brnęła w głębokiej wodzie. Wchodząc do pustej kuchni, oparłam się o pobliską szafkę, biorąc głębokie wdechy, aby uspokoić organizm. Przejście zaledwie sześciu metrów wyssało ze mnie całą energię jaka mi pozostała. Dokuśtykałam do krzesła i opadłam na nie, chowając twarz w dłonie.
Lodowate opuszki palców, błądziły po brodzie, przez policzki, zataczały okręgi przy powiekach i kierowały się do czoła, co mnie relaksowało. Opuściłam ręce bezwładnie na kolana i wbiłam nie wiele wyrażający wzrok w stojący przede mną brudny kubek po kawie. Chwyciłam go w dłonie i przejechałam kciukiem po krzywym obrazku przedstawiającym słońce. Zagryzłam wargę, próbując przypomnieć sobie skąd go znam. Ulubiony kubek z dzieciństwa. Zajrzałam do środka, nie wiedząc po co i odstawiłam go z powrotem na stół. Odkręciłam głowę w stronę okna i skrzywiłam się widząc śnieg. Zimno.
Dopiero po dwóch minutach bezustannego obserwowania płatków śniegu, jeszcze raz chwyciłam naczynie. Z szybciej bijącym sercem, ostrożnie zajrzałam do środka. Resztki kawy ułożyły się w, o ile dobrze pamiętam, omegę* pod którą była pozioma kreska. Wzięłam odrobinę fusów na palec i przyglądałam się im ze zmarszczonymi brwiami. Oblizałam spierzchnięte usta i wytarłam palec w stare dresy, które mam na sobie od przeprowadzki. Drżącą dłonią włożyłam kubek do zlewu i wróciłam do pokoju, co ponownie wywołało u mnie zmęczenie. Ściągnęłam za dużą bluzkę i spodnie, zostając w samej bieliźnie. Gęsia skórka opanowała moje ciało, więc jak najszybciej wciągnęłam na siebie świeże ubrania. Mój umysł opanowało uczucie, że coś jest nie tak. Powoli odkręciłam się, patrząc na ścianę, pod którą znajdowało się łóżko. Wstrzymałam oddech i delikatnie schyliłam głowę w prawą stronę, uważnie badając znak. Dwie rzymskie jedynki przy sobie. Fiksujesz, tego tu nie ma. Objęłam swoje ciało ramionami i próbując zignorować nakreślone czarną farbą cyfry, postanowiłam iść obejrzeć jakiś denny serial. Jednak moje myśli i tak nie mogły się na nim skupić, bo wciąż odbiegały w stronę niewyjaśnionych znaków. 



*Ω